w co się ubrać, żeby sprzedawać więcej

W co się ubrać, żeby sprzedawać więcej?

Na pierwszy rzut oka, tytuł wydaje się co najmniej „głupi”, zupełnie jakby strój miał znaczenie w procesie sprzedaży. Z drugiej jednak strony praktyka i badania pokazują, że „ubiór” też jest ważny. Wielokrotnie zwracałem już uwagę na to, że zdecydowana większość z nas (klientów), to wzrokowcy. Podejmując decyzję kierujemy się często nieracjonalnymi przesłankami. Dobrym przykładem jest sytuacja, gdy wchodzimy np. na Pocztę jest pięć „okienek”, w każdym siedzi jakaś sympatyczna Pani. Nie ma żadnej kolejki – jak się zachowasz? Do której z Pań podejdziesz?

w co się ubrać, żeby sprzedawać więcej
w co się ubrać, żeby sprzedawać więcej

Myślę, że większość osób podeszłaby do, która się uśmiecha (ew. „fajnie” wygląda), w drugiej kolejności ew. do takiej, która jest najbliżej. Zgadzasz się, ze mną, że pewnie tak byś się zachował/a? Być może… Chcę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że podejmujemy tę „pierwszą” decyzję nie w oparciu o kompetencje merytoryczne, a tylko o to co widzimy… Często w ten sposób dokonujemy błędnego wyboru, bo nie zawsze ta „ładna” jest kompetentna.

W co się ubrać, żeby sprzedawać więcej?

Wracam do głównego wątku – ubioru – przeczytałem dziś, że Amerykanie po raz kolejny znaleźli czas na przeprowadzenie „intrygującego” badania. Tym razem zbadano, że klienci korzystający z Barów w USA (głównie faceci), są gotowi pozostawiać większe napiwki kelnerkom, które są ubrane na czerwono. Różnica w wysokości tych napiwków sięgała około 20% więcej, niż kelnerki, nie posiadające czerwonych elementów w swoim ubraniu. W przypadku Pań (klientek) tych barów kolor stroju kelnerek był bez znaczenia w kontekście wysokości napiwków. Jaki z tego płynie wniosek? Czy to może jakiś atawizm jeśli chodzi o nas mężczyzn? W Hiszpanii na corridzie wykorzystuje się czerwoną płachtę na byka, żeby go sprowokować do „ataku”, może i jest w nas coś z tych zwierząt?

Jestem przekonany, że słyszałeś/aś ten slogan, „że kupujemy oczyma”, jest w tym dużo prawdy. To jak nas postrzegają klienci i czy akceptują nasz wygląd ma znaczenie, bo jeśli nie „kupią” naszego wizerunku, mogą nie pozwolić nam na „otwarcie ust” i przeprowadzenie rozmowy sprzedażowej. Łatwo powiedzieć, nie każdy wygląda jak James Bond, czy Angelina Jolly. Na operację plastyczną też zdecydowania większość nie może sobie pozwolić, nie mówiąc o tym, że w niektórych skrajnych przypadkach (jak np. ja) i tak by nic nie dała… Żeby „zniwelować” niedoskonałości wyglądu sugeruję zachowanie otwartej i przyjaznej postawy.

Ja zazwyczaj staram się nawiązać kontakt wzrokowy z potencjalnym klientem (odważnie, ale nie hardo patrzę w oczy), uśmiecham się oczyma, łagodnie ustami, no i te cenne 2 sekundy na nawiązanie relacji, jakoś tam mi wychodzą. Klienci chcą ze mną rozmawiać. Jeśli ponoszę „porażkę”, to na pewno nie na tym etapie, tylko ciut dalej…

Podsumowanie

No, ale w co w końcu się ubrać, żeby sprzedawać więcej?! Tę decyzję pozostawiam już Tobie. Powiesz, że „uciekam” od odpowiedzi – być może, ale wynika to z tego, że nie wiem jaką branżę reprezentujesz i kim są Twoi klienci. Jeśli sprzedajesz na bazarze „marchewkę i cebulę”, no i wystąpisz w garniturze, białej koszuli i krawacie, to będziesz wyglądać dziwnie. Jeśli jednak pracujesz w ubezpieczeniach, to trudno sobie wyobrazić, że będziesz ubrany/a w dresie… Wiesz chyba co mam na myśli, sam decyduj w czym się dobrze czujesz, jak wyglądasz, no i jakim „widzieliby Cię Twoi klienci”…