list z ofertą

Coś z mitologii, czyli wysyłam list z ofertą do klienta…

Jeśli jesteś człowiekiem o „słabych” nerwach raczej nie czytaj tego artykułu… Będę naprawdę okrutny, będę się w nim „znęcał” nad papierowym listem do potencjalnego klienta…

Trudno to sobie wyobrazić, ale naprawdę wielu sprzedawców (z niektórych branż – dodam, żeby nie urazić dobrych sprzedawców), stosuje jako kluczowe narzędzie kontaktu z potencjalnym klientem – list na papierze.

Według mnie taki list papierowy ma mnóstwo wad…

  • bardzo dużo trzeba ich wysłać, żeby spodziewać się jakiegoś zwrotu (jak pokazują moje doświadczenia również te negatywne, może być tak, że wyśle się ich nawet 1000 i nic z tego się nie „zwróci”),
  • czas – listy to tacy „złodzieje czasu”, trzeba go sporo poświęcić na przygotowanie listu, wydruk, zaadresowanie, naklejenie znaczka, wysyłkę (oczywiście w niektórych firmach, ta praca jest dzielona pomiędzy różnych ludzi lub zespoły), a warto zwrócić uwagę również na czas w aspekcie reakcji potencjalnego klienta, która może się bardzo , ale to bardzo wydłużyć (pamiętam jednego klienta, jak przyszedł kiedyś do mnie z listem, który wysłano do niego rok wcześniej),
  • adresat – może nie każdy się z tym zgodzi, ale wiele listów jest wysyłanych do niewłaściwych osób (nie decydentów), często wysyła się listy na firmę, a nie na konkretną osobę w tej firmie,
  • koszt – ta operacja tj. przygotowanie i wysyłka listu jest bardzo kosztowna, nie powinniśmy jej tylko analizować poprzez pryzmat kosztu znaczka pocztowego, ale również czasu naszego lub naszego pracownika, który poświęca się na jego przygotowanie, albo nawet koszt papieru, tonera, kopert…
  • listy nie są elastyczne – zazwyczaj wysyła się „gotowca” licząc, że ktoś zareaguje na niego lub nie, jedynym elementem personalizacji oferty jest imię i nazwisko adresata na liście…, ale przecież taka forma nie pozwala na rzeczywistą weryfikację potrzeb klienta.
  • listy są jak „łososie” wybierające się na „tarło” – każdy chce tam dotrzeć, ale po drodze może zostać np. „zjedzony” przez niszczarkę, przy założeniu, że jakaś „przemiła” Pani lub Pan w sekretariacie przechwyci list i go zlikwiduje.

Podsumowanie

Może w tym miejscu zakończę „torturować” papierowe listy. Kiedyś próbowałem zrozumieć dlaczego tak jest, że w dobie komórek, maili, wielu sprzedawców wysyła te listy. Jedyne co potrafiłem znaleźć na usprawiedliwienia tej sytuacji, to tylko to, że niektórym ludziom brakuje odwagi, żeby w kontakcie bezpośrednim nawiązać relacje z potencjalnym klientem. Wiele osób tłumaczy się w ten sposób, że list jest dla nich ułatwieniem w nawiązywaniu kontaktu. Najpierw wysyłają list, a zaraz potem dzwonią i powołują się na list, jego zawartość… Często wtedy, pytam a co jeśli klient mówi, nie widziałem żadnego listu od Pani/Pana…? Najczęściej wtedy słyszę – jak sprzedawcy mówią – nic nie szkodzi, abym mógł/mogła bezpośrednio przedstawić atrybuty naszej oferty… Dobre, co? :), ile czasu mogliby „zaoszczędzić” gdyby od razu tak „dzwonili i zagajali” zamiast wysyłać te listy…

Zapoznaj się z produktami wsparcia Twojej sprzedaży w naszym sklepie

Skorzystaj z oferty naszych kursów online

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.